Dzisiaj, gdy wracam do tych chwil, dni, lat – uświadamiam sobie, że tych osób już nie ma. Wiem, życie toczy się różnymi torami. Ja zaczynałem później od nich i jeżdżę do dzisiaj i nie myślę, żeby z tego rezygnować. Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, czym była dla nich deskorolka i dlaczego rzucili ją w kąt.
Teraz widzę w Lublinie i na Lubelszczyźnie sporo osób, które wiedzą co chcą w życiu robić i czym dla nich jest deskorolka. Fajnie jest poczuć znowu ten klimat młodzieńczych lat, kiedy zaczynałem swoja przygodę z deskorolką. Trzeba przyznać, że większość z nich ma taki asortyment tricków i takie rozkminy na deskorolkę, że można się od nich wiele nauczyć. Najfajniejsze jest jednak to, że choć teraz informacje o deskorolce można spotkać na każdym kroku (internet, gazeta, skateshop), to odczuwa się, że są osoby które naprawdę wiedzą, że deskorolka to nie tylko kółka, trucki, deck, łożyska, papier i montażówki. To także więzy przyjaźni, wspieranie się, zajawka, jeżdżenie dla frajdy. Przecież nie każdy musi umieć zrobić hardflipa z 10 schodów, nie mówiąc już o większych przeszkodach.
Oglądając się wstecz i porównując sytuację obecną z tym, co było kilkanaście lat temu dochodzę do wniosku, że ja musiałem się bardzo natrudzić, żeby dowiedzieć się czegoś i coś nowego podpatrzyć. Musiałem dorwać wideokasetę i przegrać ją dla siebie. Następnie oglądać własną kopię, aż taśma straci swoją powinność. Dzisiaj jest youtube, vimeo czy też inne portale. Można obejrzeć deskorolkowy filmy nawet z Ugandy, co jeszcze 15 lat temu było nie do pomyślenia.
Cieszy mnie to, że choć minęło już 12 lat, istnieje jeszcze deskorolka dla samej deskorolki.